Uwaga możliwe spojlery czytasz na własną odpowiedzialność!!!'
„Czuł, jak nieskończenie
bezpieczniejsze i lepsze jest takie podejście. Sztuka polega na tym, żeby
niczego nie pragnąć. W tym tkwi siła. To jest odwaga: odwaga, żeby nie kochać
nikogo i nie mieć na nic nadziei”
Quentin
Coldwater jest bardzo inteligentnym i nieco nerdowatym uczniem szkoły średniej.
Uciekając przed innymi ludźmi raz po raz czyta ukochaną serie książek z dzieciństwa nie chcąc z niej wyrosnąć. Ponadto kocha się
w swojej przyjaciółce która chodzi z
jego najlepszym przyjacielem. Pewnego dnia po tragicznych wydarzeniach , kiedy
to okazuje się , że znalazł martwego mężczyznę zostaje zaproszony na egzamin
wstępny do ekskluzywnego college’u dla
czarodziejów. Jego życie zmienia się o 180 stopni kiedy zostaje przyjęty oraz
poznaje nowych przyjaciół.
„Epicka
opowieść o magii i innych światach, która znacznie rozszerza granice
konwencjonalnego nurtu fantasy….”
To
zdanie możemy znaleźć na polecajce z tyłu książki. Niestety nie mogę się
zgodzić z tym zgodzić. Dla mnie ta książka a właściwie cała trylogia ( próbowałam
przeczytać następne części ) to zlepek wielu bardzo znanych książek , ale o tym
później. Tak wiec zaczynając od głównego
bohatera który jest typowym przegrywam życiowym - mimo ,że jest bardzo zdolny- to nie może poradzić sobie sam z własnym życiem i ulega złemu wpływowi
nomo poznanych osób. Quentin daje się wciągnąć w seks , alkohol i bezsensowne zabawy przy czym
jest strasznie denerwujący.
Pomińmy fakt , że bohaterowie poboczni
pojawiają się tylko wtedy gdy jest to niezbędne dla fabuły. Prowadzi to
do wielu rozpoczętych i niedokończonych wątków.
Bohater
mimo licznych „harców” i zabawy już po kilku miesiącach na pierwszym roku
zostaje przeniesiony dzięki swojej inteligencji na rok drugi. Serio? Bo jeżeli
liczba miejsc w klasie była ograniczona to wyrzucili kogoś z drugiego roku ze
szkoły? Denerwującego bohatera i niedokończone wątki można jeszcze zaakceptować
ale niektóre absurdy i zbyt wyraźne nawiązania do innych książek fantasy.
Szkoła Breakbills to niestety taki Hogwart tyle
, że bez różdżek i mioteł. Ale
podobieństwa nie kończą się tylko na Harrym Potterze. Podczas czytania
zauważyłam duże podobieństwa do Opowieści z Narni. Wiadomo kraina lat
dziecięcych zły władca , który sprawuje
rządy kiedy prawowity przywódca jest nie wiadomo gdzie a władcami mogą być
tylko Ziemianie. Do tego czwórka? Zauważyłam też podobieństwa do „Alicji w
Krainie Czarów” , „ Braci Lwie Serce” , Książek
J.R.R. Tolkiena , mitologii a
także kilku innych książek , ale nie będę wymieniać co powyciągał z nich gdyż
zajęło by to zbyt dużo czasu.
Zaletami
jest to , że bohaterowie po niestety
dość długim czasie przechodzą wewnętrzną przemianę , ponadto nie są nagle
heroicznymi postaciami , które to uratują wszystkie wymiary magii i na pewno nie
zginą, ponieważ mają przecież super moce . Ciekawie był poprowadzony również wątek Biblioteki , w której były
zawarte wszystkie książki napisane bądź
jeszcze nie a także wszystkie biografie każdego stworzenia , które istniało bądź będzie istnieć. Co smutne jedyną postacią , którą zaczęłam
nawet lubić był Eliot , ale stało się o
dopiero wtedy kiedy ta postać zaczęła przechodzić swoją wewnętrzną przemianę i
wreszcie zrozumiała parę rzeczy .
Podsumowując
niestety chodź może pomysł nie był najoryginalniejszy i wyszło to dość średnio
, a szkoda , ponieważ zazwyczaj lubię nawiązania w książkach do
innych dzieł literackich i pop kultury . Autor tworząc swoją serie chamsko
wyciągnął „smaczki” z innych dziel nie dając od siebie zbyt wiele. Gdyby nie to , że jest to
napisane dość ciężkim i trochę nieciekawym językiem a do tego dołożone słabe
sceny rodem z jakiegoś erotyku , lektura
była by nawet ciekawa. A tak wciągnęłam się w czytanie gdzieś 150
stron przed końcem książki , a wcześniej zwyczajnie się z nią męczyłam. Finalnie książka mi się nie podobała , ale
doceniam , że autor się starał podczas
jej pisania i muszę przyznać , że
czytałam gorsze książki , wiec nie wyszło to najgorzej.