wtorek, 13 listopada 2018

CZARODZIEJE –LEV GROSSMAN

Uwaga możliwe spojlery czytasz na własną odpowiedzialność!!!'


„Czuł, jak nieskończenie bezpieczniejsze i lepsze jest takie podejście. Sztuka polega na tym, żeby niczego nie pragnąć. W tym tkwi siła. To jest odwaga: odwaga, żeby nie kochać nikogo i nie mieć na nic nadziei”



Quentin Coldwater jest bardzo inteligentnym i nieco nerdowatym uczniem szkoły średniej. Uciekając przed innymi ludźmi raz po raz czyta ukochaną   serie książek z dzieciństwa  nie chcąc z niej wyrosnąć. Ponadto kocha się w swojej przyjaciółce która  chodzi z jego najlepszym przyjacielem. Pewnego dnia po tragicznych wydarzeniach , kiedy to okazuje się , że znalazł martwego mężczyznę zostaje zaproszony na egzamin wstępny do  ekskluzywnego college’u dla czarodziejów. Jego życie zmienia się o 180 stopni kiedy zostaje przyjęty oraz poznaje nowych przyjaciół.




„Epicka opowieść o magii i innych światach, która znacznie rozszerza granice konwencjonalnego nurtu fantasy….”
To zdanie możemy znaleźć na polecajce z tyłu książki. Niestety nie mogę się zgodzić z tym zgodzić. Dla mnie ta książka a właściwie cała trylogia ( próbowałam przeczytać następne części ) to zlepek wielu bardzo znanych książek , ale o tym później. Tak wiec zaczynając od głównego   bohatera który jest typowym przegrywam życiowym - mimo  ,że jest bardzo zdolny-  to nie może poradzić sobie  sam z własnym życiem i ulega złemu wpływowi nomo poznanych osób. Quentin daje się wciągnąć w seks , alkohol i bezsensowne zabawy  przy czym  jest strasznie denerwujący.  Pomińmy fakt , że bohaterowie poboczni  pojawiają się tylko wtedy gdy jest to niezbędne dla fabuły. Prowadzi to do wielu rozpoczętych i niedokończonych wątków.
Bohater mimo licznych „harców” i zabawy już po kilku miesiącach na pierwszym roku zostaje przeniesiony dzięki swojej inteligencji na rok drugi. Serio? Bo jeżeli liczba miejsc w klasie była ograniczona to wyrzucili kogoś z drugiego roku ze szkoły? Denerwującego bohatera i niedokończone wątki można jeszcze zaakceptować ale niektóre absurdy i zbyt wyraźne nawiązania do innych książek fantasy. Szkoła Breakbills to niestety taki Hogwart tyle  , że bez różdżek i mioteł. Ale  podobieństwa nie kończą się tylko na Harrym Potterze. Podczas czytania zauważyłam duże podobieństwa do Opowieści z Narni. Wiadomo kraina lat dziecięcych  zły władca , który sprawuje rządy kiedy prawowity przywódca jest nie wiadomo gdzie a władcami mogą być tylko Ziemianie. Do tego czwórka? Zauważyłam też podobieństwa do „Alicji w Krainie Czarów” , „ Braci Lwie Serce” , Książek  J.R.R. Tolkiena , mitologii  a także kilku innych książek , ale nie będę wymieniać co powyciągał z nich gdyż zajęło by to zbyt dużo czasu.




Zaletami jest to , że  bohaterowie po niestety dość długim czasie przechodzą wewnętrzną przemianę , ponadto nie są nagle heroicznymi postaciami , które to  uratują wszystkie wymiary magii i na pewno nie zginą, ponieważ mają przecież super moce . Ciekawie był poprowadzony  również wątek Biblioteki , w której były zawarte  wszystkie książki napisane bądź jeszcze nie a także wszystkie biografie każdego stworzenia  , które istniało bądź będzie istnieć.  Co smutne jedyną postacią , którą zaczęłam nawet lubić był  Eliot , ale stało się o dopiero wtedy kiedy ta postać zaczęła przechodzić swoją wewnętrzną przemianę i wreszcie zrozumiała parę rzeczy .   



Podsumowując niestety chodź może pomysł nie był najoryginalniejszy i wyszło to dość średnio ,  a szkoda , ponieważ  zazwyczaj lubię nawiązania w książkach do innych dzieł literackich i pop kultury . Autor tworząc swoją serie chamsko wyciągnął „smaczki” z innych dziel nie dając od siebie   zbyt wiele. Gdyby nie to , że jest to napisane dość ciężkim i trochę nieciekawym językiem a do tego dołożone słabe sceny rodem z jakiegoś erotyku , lektura  była by nawet  ciekawa.  A tak wciągnęłam się w czytanie gdzieś 150 stron przed końcem książki , a wcześniej zwyczajnie się z nią męczyłam.  Finalnie książka mi się nie podobała , ale doceniam  , że autor się starał podczas jej pisania  i muszę przyznać , że czytałam gorsze książki , wiec nie wyszło to najgorzej.