sobota, 8 kwietnia 2017

CLENTRAL PARK – Guillaume Musso


„(...) Trzeba choć trochę polubić siebie, żeby móc lubić innych...”

„Rzeczy, które nam umykają, maja dla nas większe znaczenie niż te, które sie posiadło.”

Spodziewałam się czegoś mocniejszego. Chociażby sugerując się opisem na tyle książki. To miało być mocne, na wskroś tajemnicze, dobre – wzbudzające skrajne emocje, a nie mdłe i bez wyrazu. Serduszko, podczas pochłaniania kart tej powieści zabiło mi tylko raz mocniej. Czuje niedosyt i banalne zakończenie. Mogę powiedzieć, że w sumie na kartach tej powieści tylko raz polała się krew. Jest to zaspojlerowane w opisie na odwrocie książki. Tak, to ta krew z koszulki Alice. Muszę przyznać, że to moje pierwsze spotkanie z Panem Guillaume Musso. Nie chcę go skreślać, ale jakoś specjalnie się nie obronił. Biorąc pod uwagę dosyć imponujący biogram zapisany na skrzydełku okładki. Wiązałam nadzieję z czymś o co najmniej poziom lepszym. 

(Gościu jest ekonomem, od razu skojarzyłam go z naszym rodzimym, genialnym Sapkowski. Niestety ekonom ekonomowi nie równy. Przynajmniej jeśli chodzi o literaturę.)

Jednakże, musicie to przeczytać intryga jest tak zawiła, że aż śmieszna.

Ogromnym pulsem było to, że czytany przeze mnie egzemplarz został wydany przez wydawnictwo ALBATROS. Treść nie ma ani jednej literówki! Okładka posiada śliczną szatę graficzną, a papier jest dobrej jakości i gramatury. A i dostaje ode mnie jeszcze jednego plusa za imię głównego męskiego bohatera (mrugam porozumiewawczo do mojego imiennika). Mamy trzy plusy! Wow, chyba będziemy mieli dzisiaj rekord… BEZNADZIEJNOŚCI?


Nowy Jork. 8.00 rano. Alice i Gabriel budzą się na ławce w Central Parku skuci kajdankami. Nie znają się i nie pamiętają, żeby się kiedykolwiek spotkali. Poprzedniego wieczoru Alice bawiła się z przyjaciółkami na Polach Elizejskich, a Gabriel grał na pianinie w dublińskim klubie. Niemożliwe? A jednak… jak wplątali się w tę niebezpieczną historię? Plamy czyjej krwi znajdują się na koszulce Alice? Dlaczego w jej broni brakuje jednego pocisku? Alice i Gabriel nie mają wyjścia – muszą połączyć siły, aby wyjaśnić to, co im się przydarzyło, aby wrócić do normalności. Ale, to, co odkryją, wywróci ich życie do góry nogami.

Wcale nie przewróci! No dobra, Alice się dowie czegoś teoretycznie przełomowego, z czego wcześniej nie zdawała sobie sprawy. Chodzi o pewien (jak to zgrabnie ująć i nie zaspojlerować?) defekt. A Gabriel bierze chyba coś na porost brody. Akcja trwa 24 godziny (ponoć), a główny bohater na początku powieść miał lekki zarost, przy czym na końcu posiada kilkutygodniową brodę? Magia!
Przepraszam Was za formę. Po prostu przy tym tworze nie miałam już nawet siły dzielić swojej wypowiedzi na tradycyjne nagłówki. Z resztą dodaję ten post z kilkutygodniowym opóźnieniem. Zgadnijcie dlaczego? Trzymajcie się ciepło i mimo wszystko przeczytajcie. Nie było skrajnych emocji. Książka jest zła?


G. (LK)


P.S. Mimo wszystko, za możliwość wypożyczenia dziękuję Bibliotece Publicznej w Rzędzianowicach. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz