poniedziałek, 26 grudnia 2016

"WIEŻA JASKÓŁKI" – Andrzej Sapkowski


Na wstępie, pragnę przeprosić wszystkich czytelników bloga za brak chronologii, ale ta część sagi o wiedźminie całkowicie zmieniła mój światopogląd względem danych postaci! Innymi słowy szturmem wcięła się na to miejsce. Za co proszę również o wybaczenie niezgorsze: „Czas pogardy” i „Chrzest Ognia”, (wrócę do Was moje skarby - obiecuję).  Postaram się  za bardzo nie spojlerować, zresztą sami zobaczycie czy mi wyjdzie! Do dzieła!




Podstawowe informacje (muszę się opanować, bo wyśpiewam wszystko za dużo i za szybko):

„Wieża Jaskółki” jest powieścią autorstwa Andrzeja Sapkowskiego. Po raz pierwszy została wydana w 1997 roku, jako czwarta z pięciu części sagi o wiedźminie. Została przetłumaczona m.in. na: rosyjski, czeski, hiszpański, angielski, chiński. W jej skład wchodzi jedenaście rozdziałów. Egzemplarz, który czytałam ma na okładce przepiękną Triss Merigold! Szkoda tylko,  że jej rola w tej części nie jest specjalnie znacząca. Wracając do okładek, te o kolorze bungurdu z  gry „Wiedźmin 2: Zabójcy Królów” są świetne! Główni bohaterowi pozostają tacy sami jak poprzednio.




Tester (przecież nie wolno być gołosłownym):

Jesienne Ekwinokcjum tegoż roku przyniosło ze sobą różnorakie znaki na niebie i ziemi, które były zwiastunami klęski i nadzwyczajnych zdarzeń. Przed samą północą zerwała się ogromna zawierucha, zawył potępieńczy wicher, natomiast pędzone po niebie chmury przybrały fantastycznych kształtów, wśród których najczęściej powtarzały się sylwetki galopujących koni i jednorożców. Lelki dzikimi głosami wyśpiewywały konajączkę, zskowyczała straszliwa beann’shie – zwiastunka rychłej i gwałtownej śmierci. Gdy przecwałował Dziki Gon i chmury się rozwiały, ludzkim oczom ukazały się księżyc – malejący, jak zwykle w czas Zrównania. Tej nocy zaś miał barwę krwi..
„Krew na jej twarzy… tyle krwi” – w świątyni bogini Melitele trzy osoby śnią ten sam sen. A Ciri staje przed swoim przeznaczeniem. Bezlitosni zabójcy z Nilfgaardu są już na jej tropie. Ona zaś ciężko ranna, powraca do zdrowia w zagubionej wśród bagien chacie pustelnika Vysogoty. Czy Geralt zdoła odnaleźć Ciri? A jaką rolę odegra legendarna Wieża Jaskółki?

O co tyle hałasu?

Ta część, tak jakby otworzyła mi oczy na pewne sprawy! Mianowicie zaczęłam widzieć je w innym świetle. Informacje o Yennefer, jej dzieciństwie, młodości, tym jak stała się tym kim jest… To co najgorsze, (chyba) przestałam ją nienawidzić! Myślę, że jest mi jej szkoda i tak teraz pomimo wszystko jeszcze bardziej utożsamiam ją z własną osobą. Tak dalej jej chyba nie lubię, ale już nie jest moim wrogiem. Postacie, których nie lubimy są tak jakby naszym odzwierciedleniem (zdaniem psychologów). Wiedziałam, że była garbuską i nie miała łatwego życia, ale nie podejrzewałam, że było aż tak źle… Ciri okazała się bardziej bezwzględna niż zawsze, a Geralt mnie całkowicie rozczarował… Mogę wspomnieć, że wyjaśniły się okoliczności śmierci rodziców Ciri i nie była to katastrofa morska jak zakładano tylko celowe działanie. Jestem rozbita, a książka jest na bardzo wysokim poziomie. Zarówno jeśli chodzi o rozwój akcji, jak i wplecione wątki czy humor. Król polskiego fantasy popisał się nad wyraz dobrze, utrzymując poziom. Nie zgrzeszę twierdząc, że „Wieża Jaskółki” jest nawet lepsza od swoich poprzedniczek! Przepraszam kochane, ale takie są niepodważalne fakty. Was moi kochani przepraszam za drobne spojlery! Chciałabym opisać wam dogłębnie swoje uczucia, ale nie chcę psuć Wam zabawy z zagłębiania się w karty tej cudnej powieści! Być może i przeżywania tego samego co ja, gdy wertowałam te same karty. Trzymajcie się ciepło i zjedźcie coś dobrego podczas przerwy świątecznej!




G. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz