Rick Riordan
MAGNUS CHASE I BOGOWIE AZGARDU-1 MIECZ LATA
MAGNUS CHASE nie jest asgardzkim odpowiednikiem Percy’ego
Jackson’a! Nie należy do drużyny grzecznych chłopców. Może kiedyś był bliżej
tej kategorii, ale wszystko zmieniło się przed dwoma laty, kiedy własna mam
kazała mu uciekać, a potem sama zginęła. Od tamtej pory chłopak jest bezdomnym, walczy o przetrwanie na
ulicach Bostonu. Dzięki własnemu sprytowi i inteligencji jest zawsze o krok
przed policją i kuratorami! Punkt dla tego gościa! Pewnego, zimowego dnia Magnus dowiaduje się, że mundurowym
robi konkrecję jego własny wuj Randolph – facet, przed którym zawsze ostrzegała
go mama. Gdy usiłuje przechytrzyć wuja, wpada wprost w jego ręce. Randolph
opowiada mu coś, co dla Magnusa brzmi jak brednie o skandynawskiej historii i
jego dziedzictwie – zaginionej od tysiącleci broni. Jednak układanka porozsypywanych elementów, powoli zaczyna
składać się w sensowną całość. Z
zakamarków pamięci Magnusa powracają opowieści o bogach Asgardu, wilkach i
Ragnaroku – dniu sądu. Niestety, nie ma czasu na zastanawianie się nad tym,
gdyż świat zostaje zaatakowany przez ogniste olbrzymy i Magnus musi wybrać
między własnym bezpieczeństwem a życiem wielu niewinnych ludzi. Czasami na rozpoczęcie nowego życia jedynym sposobem jest…
ŚMIERĆ.
Osobiście bardzo sentymentalnie podchodzę do tej powieści.
Powodem jest chociażby to, że bardzo cenie twórczość Rick’a Riordan’a. Percy
Jackson skradł moje serce już jakiś czas temu. Muszę przyznać, że jestem w nim
beznadziejnie zakochana. Rick Riordan ponownie przystąpił do ataku na moje
życie emocjonalne, kreując Magnus’a Chase’a. Zakochałam się bez pamięci w tej
młodej, żywej i nieziemsko pociągającej wersji Kurta Cobaina! Do tego chłopak
nie ma nałogów (do tej chwili!). Nie jest tajemnicą, iż Magnus to kuzyn
Annabeth Chase z „Perscy Jackson i bogowie olimpijscy”. Nie wiem dlaczego, ale największym sentymentem pałam właśnie do riordanowskiej odsłony Lokiego!
„Miecz Lata” jest pierwszą częścią serii
Magnus Chase i bogowie Asgardu. W jej skład wchodzi siedemdziesiąt dwa
rozdziały oraz epilog. Ponad to na skrzydełku przedniej części okładki możemy
znaleźć rekomendację takich geniuszy pisarskich jak Harlan Coben czy Cassandra
Clare. Sama książka jest dedykowana właśnie dla Cassandry Clare. Osobiście mam
nadzieję, że w kolejnych częściach będzie więcej bezpośrednich nawiązań do
serii Riordana o greckich herosach. Książka jest napisana bardzo przystępnym
językiem. Czyta się ją bardzo szybko. Jest nafaszerowana bardzo pozytywnym
humorem w riordanowskim stylu.
Idealna pozycja na jesienno-zimowy długi
wieczór!
G.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz